Numer
Numer XII Numer XI Numer X Numer IX Numer VIII Numer VII Numer VI Numer V Numer IV Numer III Numer II Numer I
| Na poważnie | Piosenki o koniach | Ksiega | Linki | Imprezy | GALLERIA

Tematy spod wiaty No. IX

Calkowicie subiektywny Niecodziennik stajni Ulmag w Aleksandrowie

Już Jesienny Numer Dziewiąty!
W trakcie redagowania

Jesień idzie...
Jesień idzie...
...nie ma na to rady
...nie ma na to rady

Z PRZYSŁÓW STAJENNYCH:

Mądry jeździec po cieście


W kolejnym, dziewiątym numerze Tematów spod wiaty zapraszamy do dwóch nowych działów. Zwolennikom teorii proponujemy zajrzeć do tekstów na poważnie. Znajdziecie tam praktyczne informacje na tematy związane z rehabilitacją i opieką dentystyczną nad końmi. Rozpoczął się także projekt zbierania stajennych piosenek. Mamy nadzieje zebrać je wszystkie! (nawet te śpiewane przez Roberta). Czy wiecie, jakie filmy są na topie w stajni? Ostatnio ubawiliśmy się na dwóch poniższych.
Miłej zabawy.

Okiem Diany

Diana

Co mówisz? Co mówisz, kocie? Tak cicho się odzywasz, że w ogóle cię nie słyszę. To dziwne, ostatnio w ogóle wszyscy szepczą i tak się skradają, że kroków nie słychać. Zwykła ludzka i końska złośliwość. Właściwie mi to za bardzo nie przeszkadza, bo dzięki temu mogę się wyspać… Nawet jeśli ta mała biało-czarna kocica wyczynia mi przed nosem swoje śmieszne wygibasy. Jak ją nazywają? Sama w końcu nie wiem, Sznurek czy Brodzia. Jakoś nie mogą się zdecydować. W stajni ruch, bo po wakacjach wszystkie nasze gwiazdy postanowiły osiągnąć poziom mistrzowski i dzielnie trenują, nawet te, które w głębi serca są przekonane, że poziom mistrzowski osiągnęły już dawno.

Nowe konie, które pojawiły się w wakacje to już stare konie… Doszła Marie zwana Maryśką i Fabio, Hermes został na co najmniej rok, a poza tym ekipa bez zmian, tylko Prymusa brakuje i Rebus wyjechał do Bragi. No i oczywiście pojawił się Maciupek, ale to już dawno i wszyscy wiedzą. I Papirus zwany Papierosem a ostatnio Jajkiem. A może to nie było w te wakacje? Trochę mi się to wszystko myli, i wzrok już nie ten… ostatnio chciałam zjeść kiełbaskę, a okazało się, że to była żaba. Taka duża żaba i kiełbaskę udaje! Naganne, prawda, Mruku?

Mrook

Ten nieznośny kot znowu gdzieś poszedł… wszyscy ciągle gdzieś chodzą, tylko ja leżę na słoneczku i drzemię… Szkoda, że nie ma już starej drewnianej stajni, bo deski się tak przyjemnie nagrzewały i miło było się pod nią wylegiwać. Ale ta murowana też nie jest zła, tylko za bardzo pachnie nowością. Za to kiedy niedawno było oberwanie chmury, deszcz bębnił po jej dachu jak zawodowy perkusista. Ciekawe, co Ulka na to? Muszę ją zapytać… zaraz po drzemce… jeśli będę o tym pamiętać, naturalnie…


Koń miesiąca

Apsik

Na zdrowie! Ci co myślą, że Apsik ma tak na imię od kichania albo na cześc pewnego przemiłego krasnoludka, mylą się głęboko. Tak naprawdę to ten sympatyczny kasztanek został nazwany na cześć absyntu – trunku, który niejednego dziewiętnastowiecznego Francuza przyprawił o szaleństwo. Apsikowi jednak nie w głowie absyntowe wizje i szalone eskapady. Spokojnie wykonuje swoją pracę na czworoboku, nie buntuje się, czasem tylko łypnie wiecznie zdziwionym okiem, sprawdzając, co jeździec ma na myśli, dając mu tak dziwne sygnały.

Choć BW „rudych” nie lubi, bo to – jakoby - nic dobrego, Apsika jednak darzy szczerą sympatią. Pewnie dlatego, że ten się niczym mu jeszcze nie naraził. Nie przyłącza się , kiedy Luzik z Wandalem wymykają się pod belką do lasu, nie otwiera sobie bramki na wybieg jak (nie przymierzając) Kubuś, nie odpala na jeździe, nie płoszy się w lesie, zjada grzecznie co mu dają… nawet z kolegami rzadko się bije. Jakiś taki spokojny z urodzenia. Mimo różnych dolegliwości i strachów, które go w pewnym momencie dopadły i długo trzymały, doszedł do siebie i zdobył sympatię wielu rekreacyjnych jeźdźców, którzy są mu szczerze wdzięczni za zrównoważony charakter i brak narowów. Oby tak dalej. No to… Apsik! – na zdrowie!



Na poważnie

Adam Królikiewicz i Picador

Dziś oddajemy głos jednemu z najbardziej znanych i utytułowanych polskich jeźdźców w nowożytnej historii, majorowi Adamowi Królikiewiczowi

Fragment książki Jasiek, Pikador i Ja (Sport i Turystyka, 1958)

Wiem dzisiaj, po latach doświadczeń — jak nieoględnie wówczas z nim postępowałem. Ile żądałem ponad Jaśka możliwości i swoje ubogie przygotowanie. Upadki, bolesne potłuczenia, jakie musiały nam się często zdarzać, nie zrażały mnie, przeciwnie wzmagały tylko mój upór. Na szczęście Jasiek nie zniechęcał się do swego młodego, narwanego jeźdźca.

Jakże często męczyłem to zacne, kochane zwierzę. Ile razy poobijani, kulawi i sponiewierani wracaliśmy do stajni, liżąc swe potłuczenia. Żal mi było serdecznie Jaśka, lecz mój ambitny upór trwał niczym nie zachwiany. Wprawdzie sam również ryzykowałem wiele, czy jednak pytałem Jaśka o zgodę na moje szaleństwa i eksperymenty czynione na jego grzbiecie? Czy liczyłem się z jego wolą, wysiłkiem i cierpliwością? Czy zdawałem sobie sprawę, co myśli sobie o mnie ten mały niepozorny konik, którego pchałem w ryzykowne, karkołomne tarapaty? Nie! Tego zupełnie nie brałem pod uwagę. Tak zwykle czynią młodzi ludzie, a niekiedy nawet doświadczeni jeźdźcy. Nie pytając konia o zgodę, odbierają mu prawo do głosu, do odrobiny własnej inicjatywy. Nie zawsze daje to dobre rezultaty. W zaślepieniu wmawiałem w siebie, że mimo to Jasiek sprzyja jednak moim zamiarom. Wybaczał mi wszystkie moje zachcianki i bezsensowne głupstwa. Był zawsze łagodny i pełen wyrozumiałości. Kto wie, może to on mną kierował i postanowił zrobić ze mnie jeźdźca o głośnym nazwisku. Inaczej chyba być nie mogło, skoro Jasiek nie buntował się i nie odmawiał swego udziału w pracy tak dziwnej. A jeżeli już czasami oponował, to robił to tak łagodnie, uprzejmie i rozbrajająco, jak gdyby sam mi wskazywał miarę swych możliwości, której nie należało przekraczać. Nigdy też nie tracił wiary, że wreszcie przyjdzie dzień dojrzałości i opamiętania, że zdoła mnie naprowadzić na właściwą drogę i że z czasem zrobi ze mnie jeźdźca. Był nad wyraz cierpliwy.

Jest to wspaniała cecha wszystkich dobrych koni, której ludzie powinni się od nich uczyć.

Adam Królikiewicz

A ja? W postępowaniu z koniem, w obchodzeniu się z nim — jakże często, jak okropnie błądziłem. Bez doświadczenia i kierunku, bez instruktora, po omacku szukając instynktownie własnych dróg, nie znając wielu tajników i sekretów, wiadomych jedynie rutynowanym, zdolnym jeźdźcom, starałem się narzucić koniowi nie tylko swoją wolę, lecz także nauczyć go oszczędnego dysponowania zasobem sił przy maksymalnych wymaganiach.

Nie miałem wtedy pojęcia o. sztuce jeździeckiej ani o działaniu pewnych grup mięśni konia współpracujących lub sobie przeciwdziałających. O systemie nerwowym, odbieraniu i kojarzeniu doznanych wrażeń, o równowadze fizycznej i psychicznej każdego zwierzęcia, a w szczególności konia — niewiele lub nic nie wiedziałem. Pod tym względem byłem surowym, początkującym kandydatem na jeźdźca. Nie orientowałem się, że są to tajniki i zdobycze długich lat doświadczeń i pracy nad ujeżdżaniem i poznaniem charakteru nie jednego, lecz wielu koni. Nie miałem także pojęcia, że wiedzę tę zyskuje się mozolną, cierpliwą pracą, zlaną obficie własnym i konia potem.

Arkana sztuki jeździeckiej obejmują prace nad koniem i jeźdźcem. Opierają się one na głębokiej znajomości i umiejętności postępowania ze zwierzęciem niezwykle czułym na doznawane wrażenia, delikatnym a nade wszystko ogromnie pamiętliwym. Sekret wychowania; ujeżdżenia i tresury konia polega na umiejętnym działaniu człowieka na wyczuloną pamięć konia. Poznawane wrażenia przyjemne czy niemiłe koń łączy w swym mózgu z pewnymi dobrze i długo zapamiętanymi zdarzeniami. Tylko przy bardzo wielkiej cierpliwości i systematycznej pracy oraz wykorzystaniu znajomości przyrodzonych cech konia dochodzi się z nim do pełnego porozumienia. Koń staje się dopiero wtedy zupełnie posłuszny i oddany ślepo jeźdźcowi, gdy nabierze do niego zaufania. Wówczas ulega mu natychmiast, służąc z ochotą i bez zastrzeżeń swymi wspaniałymi, nieocenionymi zaletami, do ostatniego nieraz tchu.


Maści końskie, umaszczenie

Koń

Posłaniec z Galicji Zachodniej (1799)

Koń ma tę korzyść nad wszystkie bydlęta, że wszelkie swoje prace szybciej wykonywa, że go można używać w każdej porze roku i że nie przeżuwa.

Ale za to jest pospolicie w kupnie droższy, w żywieniu więcej kosztuje, w starości utraca cenę, w węchu jest bardzo tkliwy, w składzie ciała arcydelikatny, podległy różnym chorobom i narowom, potrzebuje więcej sprzętów i naczyń, więcej starania i opatrzenia niż bydło. Nie oddaje też najwyborniejszego gnoju, a w górzystych krajach, jeżeli nie jest małego wzrostu, nie może być użyty.

Głowa konia nie powinna być mięsista ani tłusta, ani zbyt długa, w uszach powinien mieć najtkliwsze czucie, nie dopuszczając w nich dotknięcia, i móc je stawiać. Powszechne jest zdanie, żę oczy zwane szklanne są najlepsze, bo te rzadko ślepną. Piękny koń ma szyję na kształt łabędzia, nie jest zbyt wysoki, grzbiet ma równy, przednimi nogami opiera się o ziemię, ogon powinien być cale włosisty i kiedy mu go podnoszą, powinien go mocno do ziemi przyciskać.

O własnościach konia krótko wam powiem, że ten zwierz może być przez wczesne i zgodne z okolicznościami ćwiczenie najnakłonniejszy i najzdolniejszy, jak widzicie na koniach , które posyłają do szkoły, albo na koniach, które podług kunsztu ujeżdżają.

Częstokroć więcej można wymóc na tym szlachetnym zwierzęciu łagodnym głaskaniem i pochlebstwem niż surowością.

Jego ostry węch odkrywa często nieprzyjemnie trącące ciała w stajni, gdzie my nie widzimy i nie czujemy. Częstokroć lęka się, gdy tylko wiatr drzewem wstrząśnie. Drzewo szumi, a cały potok szelestu konia obchodzi. Wszystko to dzieje się bardzo naturalnie ze zwierzętami ostrze zmysły mającymi.
Nie powinniście się w takich zdarzeniach obawiać diabłów.


Prawdziwy plan przejazdu ujeżdżeniowego: poziom podstawowy

kon a raczej jego rycina
AWjazd wieloskrętnym wężykiem
XZatrzymanie. Uskok do F.
GPowtórka
CZatrzymanie ze strachu przed budką sędziowską. Przy okazji pośpieszny ukłon.
CWyskok z czterech w lewo na długą ścianę.
ENieregularny wielokąt w lewo, średnica (?) 20 m plus minus 5 m.
FXHZmiana kierunku z wymyślnym bryknięciem.
HGalop, kontrgalop... albo galop krzyżowy.
M-FNiekontrolowany galop roboczy.
CDojazd do linii środkowej kłusem ćwiczebnym obijanym.
XZatrzymanie przez mostek. Ukłon, wydech.
Wyjazd z czworoboku swobodnym stępem, cicho klnąc pod nosem.

WIECZORNA ROZMOWA

Koń:

Jestem stary. To widać. Kiedy dziś przez las
Pędziliśmy galopem, czułem jak moje nogi
Stają się coraz cięższe, jakby wrosły w piach.
Nie mogłem się doczekać końca białej drogi…

Jeździec:

Stary jesteś, mój koniu. Coś trzeba z tym zrobić.
Nie nadajesz się w teren, tym bardziej do sportu…
Nie mam serca już dłużej cię po polach gonić
Lecz nie poślę cię za nic na śmierć do transportu…

Koń:

Bardzo proszę, mój panie, pamiętaj że ja
Byłem zawsze na rozkaz, chętny i gotowy
Mogłem z tobą cwałować choćby i pół dnia
No chyba, że jakiś psikus przyszedł mi do głowy…

Jeździec:

Co ja mam teraz zrobić? Wziąć sobie drugiego?
Znów na trzylatku hasać po lasach i błoniach?
Gdzie ja znajdę wierzchowca tak jak ty – wiernego,
Mądrego, kochanego przyjaciela – konia?

Koń:

Starzejemy się razem. Nie dalej jak wczoraj
Do kowala mówiłeś, że ci w kościach strzyka…
Że powinieneś raczej zajrzeć do doktora
A nie parkur metr dziesięć raz za razem mykać…

Jeździec:

Chodź do stajni, mój drogi. Zaraz będzie noc
Ale przed nami wieczór, jasny, księżycowy
Ty wyśpisz się na słomie, ja wlezę pod koc,
A jutro cię zapraszam na stęp spacerowy…

KĄcik SZtuki

Tytuł: Sen z Bajerkiem w roli głównej

W rolach głównych...
W rolach głównych...
Czasy stawały się coraz bardziej niebezpieczne.
Bariera mocy powstrzymująca najeźdźców przed przejściem przez góry słabła.
Strażnicy pogranicza potykali się i ginęli w starciach z niezwykłymi zwierzętami schodzącymi w doliny. Forpocztą zła czającego się po drugiej stronie.
Czy dane mi będzie zakończyć ten patrol...
Zimne powietrze wyciskało mi z oczu łzy... Miecz rytmicznie uderzał o udo...
Musiałam się spieszyć... Coś podążało za mną...
Niemal widziałam myśli tej istoty rysujące się w opadającej mgle.Rycerz
Mgnienia czystego zła...
Zapadający zmierzch powoli gasił kolory. Opalizujący księżyc wydobywał poszarpaną panoramę górskiego pasma.
W jego świetle widoczne stawały się ciemniejsze wstęgi uginających się traw. To coś było duże... I szybkie...
Doganiało nas...

Mój dzielny rumak galopował niezmordowanie, lecz dystans zmniejszał się z każdą chwilą. Nachyliłam się nad jego szyją
i krzyknęłąm: ....

Fragment tekstu nadesłałanego przez Jolcie

KĄSZ zaprasza wszystkich do wspólnej zabawy! Celem jest dopisanie dalszej częsci opowiadania lub nadesłanie pracy graficznej lub zdjęcia obrazującego powyższe opowiadanie.

Autor/ka najlepszego tekstu/sceny wygrywa… CÓŚ NIEZWYLE PIĘKNEGO!

Miejsca drugie i trzecie premiowane stosownie!

Za udział wzieli...
Za udział wzieli...

A teraz pytanie konkursowe: Napisz swój kawałek tekstu utworu na podstawie powyższego opowiadnia.

  • Co krzykneła Jolcia?
  • Kto gonił Bajera?!
  • Przed czym Bajerek uciekał?
  • Na którą noge galopował?
  • Czy miecz był ostry?
Dla ułatwienia gleria Bajerkowa znajduje się tutaj.

Zapraszamy do zabawy!

Tu wpisz e-mail:
Tu wpisz imię:
W końkursie wzięło już udział 2 uczestników!
Konkurs zakończony 2007-11-01. Zapraszamy na następny w nowym numerze!

Nadesłane teksty:

....

Karol
2007-09-30 09:57
skaczemy! Przepaść była dość duża. Wiadomo jednak było, iż w oddali tuż za wąwozem znajduje się niewielkie miasteczko. Gdyby tylko udało się do niego dotrzeć, zniknęlibyśmy w tłumie bawiących się gości. Muzykę słychać było aż tutaj, więc zdawałoby się że to już niedaleko. Tuż przed przepaścią - chwila niepewności. Nasze wątpliwości rozwiał odgłos doganiającego nas intruza. Skoczyliśmy z prawej... nogi ... lecieliśmy naprawdę długo. Ach - jaki ten mój rumak odważny - pomyślałem. ((Sam bałem się niczym Asia od Panny przed zawodami w Warce :))) Wylądowaliśmy na miękkiej darni na lewą... nogę. Wydawałoby się że już jesteśmy bezpieczni, odgłosy za nami ucichły. Słychać było jedynie tętent naszych galopujących kopyt, coraz głośniejszą muzykę. Z nami pozostała głucha cisza. Byliśmy uratowani!!!
Nagle za nami rozległ się głośny stukot, coś jakby galop ale wyciągnięty - ujeżdżeniowy. Nasze obawy wróciły ponownie. Tuż za plecami pojawił się zarys wielkiego karego rumaka, wiedzieliśmy że nie uciekniemy, byliśmy bez szans. Zatrzymaliśmy się więc, niczym Alex Jarmuła na swoim Miles\'o Rima, Wiedząc że jest to ostatnia deska ratunku, wyciągnąłem przed siebie mój niezwykle ostry miecz z plastikowa rączką i dałem rumakowi ostatni sygnał. Nie ustępując w niczym naszemu mistrzowi wykonaliśmy perfekcyjny spin, z wyciągniętym przed sobą, lśniącym ostrzem. Intruz nie zdążył się zatrzymać, skoczył prosto na nas. Kary rumak poszybował tuz nad nami. Mój miecz dosięgnął. słuchać było niewielki trzask a potem głośnie ,,łup\'\'. I cisza...
Robiło się coraz jaśniej, zaczynało wschodzić poranne sobotnie słońce. Muzyka ucichła, szumiała tylko cicho, gdzieś obok Pilica , która w tym właśnie miejscu okrążała niewielką wysepkę. Ten sielankowy odgłos zagłuszały nasze pośpieszne nerwowe oddechy.
Nasze - mój i mojego konia oraz coraz lepiej widocznych intruzów. Zrobiło się już na tyle jasno, że można było dostrzec leżącego na ziemi jeźdźca, razem z siodłem i przeciętym popręgiem (chwała mojemu mieczowi!) a także pięknego karego rumaka, któremu z nozdrzy buchały kłęby pary. Ach piękny był ten rumak. Podeszliśmy więc z moim konikiem nieco bliżej. I jakieś było nasze zdziwienie kiedy oczom naszym ukazał się dobrze nam znany Fabio ze swoją dzielną amazonką.

Byliśmy jakieś 300 m od zabudowań. Z daleka widać było krzątaninę ludzi szykujących swoje sportowe rumaki do dzisiejszych zawodów. w końcu 06 10 to właśnie ten dzień. Na zegarku dochodziła 8 rano. Pierwsze konie już się rozprężały.

My byliśmy rozprężeni - jak nigdy ! Hmm a Fabio ze swoją amazonką ? Najwyraźniej chcieli pozbawić nas szansy wystartowania, myśląc że się przestraszymy lub zabłądzimy w wareckich górzystych :) lasach . Było jednak zupełnie inaczej. Oni nie mieli popręgu, my natomiast byliśmy zwarci i gotowi.

Gdy tak patrzyłem na smutną minę K.. , żal mi się jej zrobiło więc zszedłem z konia, odpiąłem popręg i ponownie osiodłałem Fabio. Może nie był to Prestige i nieco odbiegał od pięknego wizerunku tej pary ale tylko w ten sposób mogłem jej pomóc.

Jakież było jej zdziwienie i jaka radość. Z daleka słychać było wyczytywane właśnie Imię konia Fabio! Pogalopowała więc wprost na parkur. W pięknym stylu pokonała wszystkie przeszkody. Następną parą byliśmy my... Bez popręgu, z mieczem w ręku, co to dla nas !
Pokażemy im , prawda mój koniku?
wjechaliśmy na parkur , rozległy się brawa i szepty - zdziwienia. Komentator zaniemówił. Nastała cisza. Jechaliśmy - płynęliśmy nad przeszkodami. Do ostatniego skoku nikt się nawet nie odezwał!. I jakaż była ogólna radość kiedy przekroczyliśmy końcowe celowniki. Dostaliśmy owacje na stojąco (pewnie za tą jazdę bez popręgu :) ) W efekcie byliśmy z Fabio i jego amazonką ex na 1 miejscu.
To było coś niezwykłego, to były najlepsze zawody jakie pamiętam a mój rumak w nagrodę otrzymał cały wór świeżych soczystych marchewek, kiedy tylko udało nam się bezpiecznie i już bez przygód dotrzeć do swojej stajni.

Magda
2007-10-04 12:09

Czy wiecie, jakie filmy są na topie w stajni?

Gwiezdne jaja: Zemsta Świrów



But Manitou



Skomentuj, spytaj, zaproponuj

komentarzy: 12 od: 1 do: 12
Opos
2007-09-28 17:45
Mam pytanko. Czy szanowna redakcja tematów spod wiaty mogłaby umieścicić na stronie gdzieś w widocznym miejscu swój adres e-mail? Chyba że już gdzieś jest a ja po prostu ślepa jestem :< no bo w sumie jestem ,)
Ekipa spod wiaty
2007-09-29 10:25
Hej Opos, email info[małpa]tematyspodwiaty.net znajduje się w stopce każdej strony. Ze względu na programy spamujące :/ został zabezpieczony przez javascript i być może dlatego nie wyświetla się u Ciebie :) Postaramy się coś z tym zrobić...
Opos
2007-09-30 19:36
no to ja jednak ślepa jestem ,D nawet na to uwagi nie zwróciłam. Niedługo wyśle ostatnie zdjęcia :)
Ekipa spod wiaty
2007-10-04 20:01
Karolina, lepiej zabierz drugi popręg do tej Warki... Trzymamy kciuki!!! Pokażesz puchar?
k
2007-10-29 16:47
ale smieszne.. :/
Jea
2007-11-25 16:54
Lekcja... Od kiedy lekcje są przyjemnością ??? A jednak... Mogą być.
Taką przyjemnością była dla mnie ostatnia lekcja jazdy konnej. Nareszcie się doczekałam. Nie dość, że na dużym koniu, to jeszcze z Magdą. To niewyobrażalna przyjemność zrozumieć choć w części o co w tym wszystkim chodzi. To ogromna przyjemność robić coś i widzieć efekt!
Magda... Dzięki...Jea
Ekipa spod wiaty
2007-11-25 19:58
Dzień bez podlizywania dniem straconym :))
Jea
2007-12-02 21:48
Jako, że dzień bez podlizywania dniem straconym - nastąpi ciąg dalszy...
Ha !!! I nie bójcie się, że jęzor mi odpadnie...
Jea
2007-12-02 22:05
Marzenia...
Wiecie jak to jest, gdy się na coś długo czeka...?
Z pewnością choć raz w życiu mieliście okazję, by się o tym przekonać. Nie przegapcie tych chwil. Spróbujcie je utrwalić.
Ja... Czekałam bardzo długo.
Odkąd pamiętam śniłam o koniach. Może to wspomnienie
z poprzedniego wcielenia...? Galopowałam w snach po zielonych łąkach, wolna jak ptak, zawieszona gdzieś, w innym świecie, między niebem, a ziemią.
Gdy się budziłam... Byłam bardzo nieszczęśliwa...
Ale jakoś się nie składało... Nie te czasy, nie ta rodzina... Mogłam sobie pomarzyć.
Gdy dorosłam - nie miałam dobrych doświadczeń w końskim temacie.
Wsiadałam, spadałam, łamałam się...Potem długie lata urazu...
I znowu...Nieudane próby...
Aż wreszcie trafiłam do ULMAGU.
Panie Bolku... Dziękuję... Spełnił pan moje marzenie...
Jea
Ekipa spod wiaty
2007-12-03 13:02
Ależ, droga Jea, zapewniamy Cię, że stan Twojego języka oraz innych części ciała nigdy nie był, nie jest i nie będzie przedmiotem naszego zainteresowania. Proponujemy na tym zakończyć temat.
.
2007-12-04 20:30
Jako, że nie miałam czasu tu zaglądac i dopiero teraz to robię, to chciałam serdecznie pogratulować pomysłu z ankietą \",co najbardziej lubisz robić w stajni?\",. Trafiliście w samo sedno z odpowiedziami. Okazuje się jednak, że to, co nam wydaje się tajemnicą, wcale nią nie jest. :-)
Pozdrowienia.
Karola
2008-01-5 23:15
to ale smieszne było do tekstu Magdy, wtedy jesznie nie wyświetlalo sie to co Wy napisaliscie.... ,) a i pucharu jak zwykle nie wylosowałam... :( kto to jest Jea??

imie

e-mail
treść

Pytanie:
Ostatnia modyfikacja 2007-12-22 16:18
Copyright 2006-2008 TematySpodWiaty
Wszekie prawa do używania, kopiowania tektów i zdjęć w jakiejkolwiek formie bez zgody autorów zastrzeżone.

Napisz do nas:
info malpa = @tematyspodwiaty.net

Valid HTML 4.01 Transitional Valid CSS!