Rozpoczynamy projekt zbierania stajennych piosenek. Mamy nadzieje zebrać je wszystkie! (nawet te śpiewane przez Roberta)
Za rok, może dwa schodami na strych Odejdą z ołowiu żołnierze. Przeminie jak wiatr uśmiechów twych świat Kolory marzeniom odbierze. Za rok, może dwa schodami na strych Za misiem kudłatym poczłapią Beztroskie te dni i zobaczysz, Że jednak wspaniały był on... Konik - z drzewa koń na biegunach. Zwykła zabawka, mała huśtawka, A rozkołysze, rozbawi. Konik - z drzewa koń na biegunach. Przyjaciel wiosny, uśmiech radosny. Każdy powinien go mieć. Kłopotów masz sto i zmartwień masz sto, Bez przerwy to trwa karuzela. Nie lalka co łka, ni piłka co gra Bez reszty twój czas dziś zabiera. Ulica szeroka, wystawa - to tu. Na chwilę przystajesz zdumiony. Uśmiechnij się więc i zawołaj, Jak wtedy, gdy na grzbiecie cię niósł... Konik - z dzrewa koń na biegunach. Zwykła zabawka, mała huśtawka, A rozkołysze, rozbawi. Konik - z drzewa koń na biegunach Przyjaciel wiosny, uśmiech radosny. Każdy powinien go mieć. Radosny to dzień, wspaniały to dzień, Wracają z ołowiu żołnierze. Ze strychu znów w dół, schodami aż tu Wracają, lecz już nie do ciebie. By ktoś tak jak ty beztroskie miał dni, Powrócił przyjaciel ten z wiosny. Dlaczego, to każdy już powie. Na plecach przyniosłeś go tu... Konik - z drzewa koń na biegunach. Zwykła zabawka, mała huśtawka, A rozkołysze, rozbawi. Konik - zdrzewa koń na biegunach. Przyjaciel wiosny, uśmiech radosny. Każdy powinien go mieć.
Słońce nad stadniną w końską grzywę chowa twarz Wstęgą, nad łąkami jeszcze się unosi mgła Stoją napięte, jak strzała, gdy drży Nim cięciwy świst znów do lotu ją poderwie Konie, dumne konie zasłuchane w szumy traw Lekkie i swobodne, jak na czystym niebie ptak Kiedy tak patrzę, do biegu się rwą Chciałbym uciec stąd, chciałbym gnać za swą tęsknotą Tam, gdzie lśni choryzont drga niebieską linią Wprost w otwarte wrota chmur, siwych chmur Tam, gdzie w kuźni słońca dzień, powstaje nowy dzień Wytycza drogi rytm serca rytm Konie, dumne konie w blasku wstającego dnia Czułe i szalone, czemu was uwielbiam tak? Nieraz poniosą, poniosą jak wiatr Czasem bywa tak, jak z dziewczyną, jak z dziewczyną Tam, gdzie lśni choryzont drga niebieską linią Wprost w otwarte wrota chmur, siwych chmur Tam, gdzie w kuźni słońca dzień, powstaje nowy dzień Wytycza drogi rytm serca rytm
Powoli człapał konik skrajem szosy CG C Starego Karambosza ciągnąc wóz CG C Wtem piękne auto trąbiąc wniebogłosy F C Przemknęło obok nich wzbijając kurz D G Hej, ojcze - krzyknął szofer - widzi mi się Że piechtą jednak szybciej by się szło A stary mruknął - ej, ty tam urwisie Patrz swego nosa, bo ci utrze kto Wio, koniku, a jak się postarasz C G Na kolację zajedziemy akurat G C Tobie owsa nasypiemy zaraz C G A ja z miski smaczną zupę będę jadł G C A dla nich, choć w godzinę kilometrów robią sto F C Ni zupy nie ma ani owsa, wio, koniku, wio D G Wio koniku, dla nich zimny garaż C G Nam się lepiej żyje mimo starych lat G C Spotkali znów samochód na zakręcie Stał w miejscu wypluwając z rury dym A ów dowcipny szofer klnąc zawzięcie Schylony nad motorem dłubał w nim Karambosz dumnie spojrzał na nich z kozła Hej, chłopcze, krzyknął przez zwiniętą dłoń Patrz, żeby ta landara cię dowiozła Bo zawsze jednak to nie to, co koń Wio, koniku...
Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma cG7 cC7 Bo czy warto po świecie się tłuc fisB7 EsG7 Pełna miska i radio "Poemat" cC7 fis | 2x Zamiast płaczu, co zrywał się z ust cisD7 G7 | Dawne życie poszło w dal C7 C7 fisC7 fis Dziś na zimę ciepły szal B7 B7 EsB7 Es Tylko koni, tylko koni fis6 fis6 cis cis Tylko koni, tylko koni żal D7 D7 G7 G7 Dawne życie poszło w dal Dziś pierogi, dzisiaj bal Tylko koni, tylko koni Tylko koni, tylko koni żal D7 D7 G7 G7 Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma Cztery kąty i okna ze szkła Egzaminy i szkoła, i trema I do marszu orkiestra nam gra Dawne życie... Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma I do szczęścia niewiele nam brak Pojaśniało to życie jak scena Tylko w butach przechadza się ptak BALLADA BIESZCZADZKA Your browser may not support display of this image. Mam konia z grzywą rozwianą, Z podkowy błysnęła skra, Gdy wiosną pachnie mu siano, Wesoło rży ha, ha, ha. Ref. Mój koń, mój koń, mój koń Polubił siana woń, Mój koń, mój koń, mój koń Polubił siana woń. Mam szałas na połoninie, Piękniejszy niż w mieście dom. Już mówią o tym w Wetlinie I dziwią się ho, ho, ho. Ref. Wśród pól, wśród gór, mój dom. I wiatr ze wszystkich stron. Wśród pól, wśród gór, mój dom. I wiatr ze wszystkich stron. Mam pannę w sukni niebieskiej, Co oczy niebieskie ma I mieszka pod samym Leskiem, Odwiedzam ją tra, la, la. Ref. Mój koń co noc tam gna, A wiatr na grzywie gra. Mój koń co noc tam gna, A wiatr na grzywie gra. Ja jadę do niej w ostrogach, I lasso przy siodle mam. Popada koń mój przy stogach, Gnam stępa z gór tra, la, la. Ref. Mój koń, mój koń, mój druh, To Bieszczad dobry duch. Mój koń, mój koń, mój druh, To Bieszczad dobry duch. A melodii do tego to nie znam, ale fajny tekst: Różowy konik-Bogdan Brzeziński Wezmę kredkę różową narysuję konika. Patrzcie ! Z grzywą rozwianą Koń różowy pomyka. Wezmę kredkę niebieską dorysuję chłopczyka. Chłopczyk siedzi na siodle. Razem z koniem pomyka. Żaba wyszła zielona, Jakie duże ma oczy ! Koń różowy ją spostrzegł, zgrabnie żabkę przeskoczył ! Ale oto brązowy Siedzi kotek na płocie... Przeskoczymy ten płotek, nie skrzywdzimy cię, kocie ! Tam jest strumyk, tu krzaczki Słowem przeszkód bez liku ma nasz chłopczyk niebieski na różowym koniku !
Chciałbym mieć dom na przełęczy, Dom starego kowboja. Niech przy tym domu jęczy Wiatr w jodłach i sekwojach. Domowi i sekwojom Niech mruczy czasem grom I wyje w krzakach kojot... Chciałbym mieć taki dom. Gdybym dom taki dostał W jakichś skałach i stepach To przy domu wodospad Musiałby spadać w przepaść I ryczeć w ciszę nocną, I w blasku słońca grzmieć... Nie do wiary jak mocno Chciałbym dom taki mieć. Konia chciałbym mieć również Barwy ognistoryżej, Koń pasłby się śród równin Położonych poniżej, Przybiegałby na sygnał, Na sobie znany ton... Ten dom by mi się przydał, To byłby piękny dom! Izb byłoby niewiele, Ot, trzy, cztery pewno, Lecz moi przyjaciele Zmieściliby się wewnątrz, Paliłoby się fajki, Gadało to i sio, Dobry byłby dom taki, Dobry jak nie wiem co! Gdzieś za jakąś przełęczą Nie wiadomą nikomu, Pod księżycem, pod tęczą Czekasz na mnie mój domu, I kiedyś oprę ręce O twój sosnowy płot, Jeśli wytrzyma serce - Zdezelowany colt.
Poprzez skały Ohio kowboje wracają Do swoich girls. Uśmiech krasi im lica i każda dziewica Pindraczy się! Dżin whisky and soda, Taniec urody doda. Dziki jest Zachód, Dziki ! Dziki kankan i wrzaski codzienne obrazki Przydrożnych knajp. Sheriff Office and grabarz wciąż, forsę zagrabia Wesoły kraj Dżin whisky and soda, Taniec urody doda. Dziki jest Zachód, Dziki ! W mieście słychać już strzały: dwa trupy zostały, W salonie gwar. Pewnie Johny zmęczony powraca do żony, W pokera grał. Dżin whisky and soda, Taniec urody doda. Dziki jest Zachód, Dziki !
Na prerię szary spłynął mrok po stepie hula wiat, Rozsiodłał stary cowboy konia przy ognisku siadł. Gdy ogień resztką sił się tlił dorzucił parę drew... Wieczorne mgły niosą jego śpiew. Co mi tam wiatr co mi tam chłód, Byle by koń wiatronogi druh. Byle był colt lasso i bat Co mi tam chłód, co mi tam wiatr. Pamiętasz stary koniu gdyś źrebakiem jeszcze był Marzyłem kupię sobie dom jak człowiek będę żył. Pasałem bydło życie całe co dziś mam, czy wiesz? Dwa colty, pas, ciebie i tę pieśń. Nad rankiem gdy cowboye wyganiali bydło w step. Starego pochowali, starej szkapie kula w łeb. Na morzu prerii w dali gdzieś cowboyów znika sznur. Wiatr niesie pieśń wzmaga jeszcze ból... Co mi tam wiatr co mi tam chłód, ............
Opowiem wszystko tak jak było: Miał stu przyjaciół pewien man I miał dziewczynę bardzo miłą. I co miał z tego... i co miał z tego Gdy przyszła bieda został sam Wio koniu, wio koniu, pędź przed siebie. Wio koniu, wio koniu, wstyd posiedzieć. Tylu przyjaciół człowiek ma lecz w biedzie, W biedzie jest człowiek sam I przyszła, banda szli czeredą, Pukawki brzmiały z dachów bram. Strzelali w czterech do jednego I choć miał szeryf przyjaciół szczerych Gdy przyszła bieda został sam I myśmy starzy też tam byli, Widzieliśmy ten cały kram Lecz żeśmy coltów nie dobyli Więc co tu gadać - stąd ta ballada Że człek jest w biedzie zawsze sam Opowiedziałem tak jak było. Ja także wtedy byłem tam Lecz czy i wam się nie zdarzyło, Że wasz przyjaciel, że wasz przyjaciel, Gdy przyszła bieda - został sam.
W pobliżu mej chaty rży mustang kosmaty, Rosomak wyrusza na łów. Powietrze tu czyste i niebo przejrzyste I gniewnych nie słyszy się słów Ref. Hej w prerii mieć dom! Jeśli byłeś powrócisz tu znów. Powietrze tu czyste I niebo świetliste I gniewnych nie słyszy się słów. Podciągnij strzemiona, bo szałwia czerwona Zakwitła od brzegu po brzeg. Nad stepów purpurą głos leci ku górom I wraca od gór jako szept. Hej w prerii mieć dom!... Hej wiatry szumiące i deszcze i słońce. I noce gorące od gwiazd. Hej trawo na stepie nie oddałbym ciebie Za żadne z pyszniących się miast. Hej w prerii mieć dom!... Zapachnie kwiat dziki, zawabią kuliki, Zatętni coś, wyjdę na próg. Popatrzę czy łania po prerii ugania, Czyj kopyt doleciał mnie stuk. Hej w prerii mieć dom!.... Zjeżdżając z gór białych przystańcie na skałach, Gdzie znajdzie oparcie mój koń. I oczy przysłońcie i na horyzoncie Zobaczcie gdzie stoi mój dom. Hej w prerii mieć dom!....
My być tam, my być tu, wielki nasz Manitou, Ty nam dać, dać ognista woda dać. My ją pić, pić do rana, nasza woda ukochana, My ją pić, my ją pić a potem paść. Wielki Wódz Mała Kopa On chcieć być kawał chłopa On chcieć mieć zawsze dużo, dużo skwaw. On mieć w skalp mało włosa, Do ognistej wody nosa, On się w prerię swego życia rzucać wpław. My być tam, my być tu,......... Wielki Wódz In Czu Czuna . Mieć nad łbem wielka łuna. Taki wielki umysłowy z niego być. On wciąż knuć, kombinować I bez przerwy lawirować I rozmyślać jakby lekko sobie żyć. My być tam, my być tu,......... Wielki Wódz Złote Pióro, On chcieć być zawsze górą. On z mustanga, jak być młody na skalp spaść. On wesoła mieć gęba I świergolić jak ptak zięba, Gdy ognista woda ciurkiem w niego lać. My być tam, my być tu,......... Że na wodzów być posucha, Dobić do nich Wódz Jaszucha. On bibuła na ognista woda być. On ja. wchłaniać jak atrament I upijać się na amen, Potem jego mała skwaw go wielce lżyć. My być tam, my być tu,......... Ledwo świt blady wstanie Już na ścieżka być Indianie. Oni swoja ścieżka zdrowia dobrze znać. Pić ognista na kaca I wesoło mieć w glacach. Oni samo zdrowie życia tylko brać! My być tam, my być tu,.........
Ech ubawi was ogromnie, w parę chwil balladka ta Raz w zaprzęgu szły dwa konie, szły w zaprzęgu konie dwa Pierwszy był to koń posłuszny, który w galop, cwał, czy trucht Pięknie ruszał, grzecznie ruszał na najmniejszy bata ruch Jupi, jupi, aj, jupi, aj, na najmniejszy bata ruch Za to drugi koń był hardy, nieposłuszny, pędziwiatr W biegu szybki, w pysku twardy, furda lejce, furda bat Zaś, gdy chodzi o woźnicę, który w koźle z batem tkwił Bardzo on to kierownicze stanowisko lubił był Jupi, jupi, aj, jupi, aj, stanowisko lubił był Ten wożnica dnia każdego myślał mrużąc ślepia złe Skarcę konia miegrzecznego - gotów jeszcze kopnąć mnie Lecz coś przecież robić muszę, albo z kozła ruszać precz Autorytet się mnie kruszy, autorytet ważna rzecz Jupi, jupi, aj, jupi, aj, autorytet ważna rzecz Po czym w stajni, już przy żłobie ten woźnica bat swój brał Brał go tęgo w dłonie obie i... grzecznego konia prał A do niegrzecznego mówił, strojąc głos na srogi ton: "Jak się będziesz draniu stawiał, to zarobisz tak jak on" Jupi, jupi, aj, jupi, aj, to zarobisz tak jak on Z tej balladki smakowitej niech popłynie morał w świat Gdy mieć pragnie autorytet tchórz, co w ręku trzyma bat Kto się stawia, ten ma z tego mimo wszystko jakiś zysk A kto słucha i ulega, ten najpierwszy bierze w pysk Jupi, jupi, aj, jupi, aj, ten najpierwszy bierze w pysk
Słowa znanej w Polsce piosenki o Hucułach napisał Józef Korzeniowski w roku 1840 w Charkowie, dokąd zesłano go jako podejrzanego politycznie profesora słynnego gimnazjum w Krzemieńcu. Tekst pochodzi ze sceny I aktu dramatu p.t. "Karpaccy górale" wydanego w 1924 r. w Krakowie nakładem Gebethnera i Wolfa. (Zachowano pisownię oryginału) "Czerwony płaszcz, za pasem broń I topór, co błyska z dala, Wesoła myśl, swobodna dłoń, To strój, to życie górala! Gdy świeży liść okryje buk okryje buk I Czarna góra zczernieje, Niech dzwoni flet, niech ryczy róg: Odżyły nasze nadzieje! - Pękł rzeki grzbiet, popłynął lód, Czeremosz szumi po skale, Nuż w dobry czas, kędziory trzód, Weseli kąpcie górale! Połonin step na szczytach gór; Tam trawa w pas się podnosi, Tam ciasnych miedz nie ciągnie sznur Tam żaden pan ich nie kosi! Dla waszych trzód tam paszy dość, Tam nie się mnożą bogato, Tam runom ich pozwólcie róść, Tam idźcie na całe lato. A gdy już mróz posrebrzy las Ładujcie ostrożnie konie Wy z plonem swym witajcie nas, My z czarką podamy dłonie. Chór Czerwony płaszcz, za pasem broń I topór, co błyska z dala, Wesoła myśl, swobodna dłoń, To strój, to życie górala! "
| komentarzy: 0 | od: 1 do: 0 |